Dzisiaj jest: 24 Październik 20213,843,611 Unikalnych wizyt









Archiwum www.hutnik.krakow.pl:





Zapamietac?

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Wywiad z GT'02


O ruchu Ultras na Hutniku, meczach u siebie, wyjazdach, idei Nowego Hutnika, oraz o działalności grupy GlobeTrotters 2002 dla naszej redakcji mówią jej członkowie. Serdecznie zapraszamy do lektury.

Kiedy i jak powstała wasza grupa?

Nasza grupa powstała dokładnie 29 października 2002 roku. Pierwszym oficjalnym meczem, na którym zaprezentowaliśmy oprawę były derby z Cracovią. Nieoficjalnie, pierwsza oprawa przez nas wykonana zaprezentowana została na meczu z Koroną Kielce.

Jak liczna jest grupa, czy planujecie ją poszerzać? Jeśli tak, co należy uczynić żeby do was dołączyć?

W grupie jest aktualnie 10 osób. W szczytowym momencie Gietków było bodaj 22 osoby, w sumie przez grupę przewinęło się około 40 osób. Oczywiście, że drzwi mamy otwarte, jedna kryteria są bardzo wymagające. Niedawno (wyjazd na kadrę do Kielc) przyjęliśmy 2 dwóch nowych członków, którzy współpracowali z nami od dobrych kilkunastu miesięcy. Warto zaznaczyć, że aż pięć osób jest w grupie od samego początku jej działalności. Poza tym jest grupa kilkunastu osób, którzy na bieżąco z nami działają (np. przy okazji przygotowań do meczu z Magdeburgiem), prawdopodobnie z czasem najbardziej wyróżniający będą oficjalnie włączani w nasze szeregi. Aby do nas dołączyć trzeba być aktywnym, widocznym. Trzeba mieć uściśloną wizję tego co chce się w ramach GT działać, co się chce w działalność grupy wnieść. Oczywiście podstawą jest regularna obecność na meczach Hutnika jednak to nie wystarczy. Potrzebna jest własna inicjatywa i kreatywność. Mówimy oczywiście o byciu członkiem ścisłej grupy GT, bo przecież zajmować się ultrasowaniem na Hutniku tak na dobrą sprawę może niemal każdy.


Jakie są obowiązki członków grupy?

 Jak wiadomo pojęcie ultras na Hutniku ma bardzo szerokie znaczenie. Nie ogranicza się tylko do opraw, które zresztą pojawiają się na Hutniku od święta. Od jesieni 2007 zajmujemy się przede wszystkim organizacją wyjazdów. Polega to na załatwieniu środka transportu, zorganizowaniu zapisów i wpłat za przejazd, kontakty z przewoźnikami, dbanie o porządek w środkach transportu. Ostatnio jak wiecie podróżowaliśmy środkami masowego przejazdu więc tu obowiązków i odpowiedzialności jest nieco mniej ale wbrew pozorom także takowe istnieją. Za największy organizacyjny sukces wyjazdowy uznajemy przeprowadzenie wyjazdu do Iławy. Musieliśmy w ciągu dwóch dni załatwić przejazd dla około 100 osób dwoma autokarami, do każdego autokaru po dwóch kierowców (z racji odległości). Dodatkowo mecz odbywał się u progu wakacji. Udało się i myślę, że każdy był zadowolony z wycieczki, mimo braku upragnionego awansu. Oprócz tego zajmujemy się organizacją wyjazdów na mecze reprezentacji Polski. Tu poza załatwieniem transportu mamy za zadanie także zamawiać bilety na mecze. Efekt tego jest pozytywny, na niemal każdym meczu pojawiamy się grupami z zawsze widoczną flagą. Poza wyjazdami zajmujemy się także organizacją meczu u siebie pod względem kibicowskim. Polega to na powieszeniu flag, organizacji dopingu, przygotowania stoiska z pamiątkami. Poza tym, na meczach u  siebie prowadzimy akcję informacyjną, głównie o zbliżających się wyjazdach – rozdajemy ulotki, wieszamy plakaty. Bardzo ważnym punktem naszej działalności jest dystrybucja pamiątek Hutnika. Zajmujemy się wszystkim – od projektu, przez zamówienie u producenta do przeprowadzenia sprzedaży. Poza tymi “typowymi” zadaniami, z potrzeby chwili pojawiają się czasami kolejne. W zeszłej rundzie np. pomagaliśmy stowarzyszeniu Nowy Hutnik w “edukowaniu” kibiców Hutnika nt. prawdziwej sytuacji na Hutniku. Przed meczem z SSA z Kmitą przygotowaliśmy odpowiedni transparent  oraz rozdawaliśmy ulotki.  Zdarzało nam się w kilkuosobowym gronie rozmawiać z piłkarzami czy trenerami Hutnika na frapujące wszystkich tematy. Kilka nietypowych zadań pojawiło się także przy okazji meczu z Magdeburgiem.



Jak przedstawia się sytuacja finansowa grupy? Skąd bierzecie pieniądze na działalność?

 Podstawą budżetu GT jest sprzedaż pamiątek Hutnika. Poza tym, od czasu do czasu organizujemy zbiórki pieniędzy we własnym gronie, gdy sytuacja tego wymaga. Najbardziej wymagającym wyzwaniem finansowym w historii był tegoroczny mecz z Magdeburgiem. W obliczu ogromu wydarzenia jakie nas czekało postanowiliśmy wziąć kilkutysięczny kredyt. Poza tym, pożyczaliśmy pieniądze u osób prywatnych, w sumie także na sumę kilku tysięcy złotych. Wszystko po to, by mecz był wydarzeniem, jakiego na Hutniku jeszcze nie było. Ryzyko było spore, ale na szczęście się udało wyjść z tego obronną ręką, głównie dzięki sporemu zainteresowaniu pamiątkami, które przygotowaliśmy na ten mecz, aby zbilansować niebagatelne koszty oprawy. Oprawa meczu z Magdeburgiem kosztowała dobrze ponad 3 tysiące złotych. Pozostałe topowe nasze oprawy (Wisłoka, Motor, Wisła II, Unia, Czarni) kosztowały nas między 1200 a 2500 złotych. Z funduszy GT dopłacamy także organizowane przez nas wyjazdy, gdy liczba osób nie jest taka jak być powinna lub gdy po wyjeździe pojawią się w autobusach jakieś zniszczenia...


    

Jak wyglądają przygotowania grupy przed meczem?

Jeśli chodzi o mecze z oprawą to przygotowania zaczynają się dużo wcześniej. Oczywiście zawsze planujemy, aby rozpocząć działanie nad oprawą dwa-trzy tygodnie przed spotkaniem, niestety prawie nigdy się to nie udaje. Ścisłe przygotowania mają miejsce w ostatnim tygodniu poprzedzającym spotkanie. Najpierw należy kupić bądź zamówić potrzebne akcesoria – materiały, folie, spraye, taśmy a także pirotechnikę. Następnie wszystko należy wyciąć, namalować, posklejać... Z malowaniem i ogólnym przygotowaniem do oprawy wiąże się wiele czasem zabawnych a czasem mrożących krew w żyłach historii. Przykładowo przed meczem z Czarnymi pirotechnikę odebraliśmy dosłownie na sekundy przed zamknięciem punktu firmy kurierskiej spoza Krakowa. Majstrując przy ultrasce zwykle staramy się połączyć przyjemne z pożytecznym. Kto nam pomagał ten wie, o co chodzi. Robienie oprawy to dla nas po prostu kolejna okazja do spotkania towarzyskiego a często do po prostu najzwyczajnej w świecie... imprezy. Pracy zwykle jest więcej niż początkowo planujemy więc nieraz się zdarzało, że oprawę kończyliśmy tuż przed meczem. Żadna osoba z grupy nie ma wykształcenia plastycznego, nikt nie zajmuje się na codzień robieniem grafitti. Wszystkie elementy wykonujemy sami, wykorzystując nasze skromne możliwości. Z tego powodu nie jest to może perfekcyjnie wykonane, ale jest po prostu nasze. Musimy wykrzesać z siebie niewykorzystywane na codzień możliwości. Np. przy okazji meczu z Magdeburgiem kilku chłopaków wykazało się nie lada umiejętnościami... alpinistycznymi, wieszając oprawę pod dachem trybuny na prostej. Patrząc na zdjęcia z oprawy zwykły kibic ma po prostu zwyczajne doznania estetyczne. My patrząc na oprawę myślimy “ja ją wymyśliłem”, na transparent “ja go namalowałem”, na falującą sektorówkę “ja ją dźwigałem z poczty”, n a płonącą racę “ja się nią poparzyłem”. Satysfakcja nie do opisania i chyba tylko ultrasi z innych klubów mogą zrozumieć o co nam chodzi. Zrobienie oprawy to nie wszystko, trzeba ją jeszcze na stadion wnieść i rozłożyć. A to wiąże się z kolejnymi problemami. Do legendy przeszło wieczne użeranie się z panem Staszkiem z klubu, któremu nigdy nic nie pasowało. Jednak swoimi sposobami i niezliczonymi fortelami zawsze to co chcieliśmy, znajdowało się w końcu na stadionie. To nie koniec, bo oprawę trzeba jeszcze rozłożyć na stadionie, rozdać ludziom, odpalić. Tak naprawdę dopiero po meczu, gdy już wszystko co chcieliśmy pokazać pokazaliśmy, co planowaliśmy odpalić odpaliliśmy, możemy po meczu wreszcie spokojnie usiąść i odreagować.




Jakie macie plany rozwoju na przyszłość?

Plany na przyszłość na pewno są. Przejęcie w ręce kibiców naszej drużyny na pewno mocno powinno wpłynąć na naszą mobilizację. Przede wszystkim chcielibyśmy się ciągle rozwijać i uczynić nasze działania bardziej intensywnymi. Na pewno liczymy na to, że więcej osób będzie się angażować w szeroko pojęte ultras na Hutniku. Być może nieco rozwarstwimy naszą strukturę. Marzy nam się stworzenie grupy kilkunasto lub kilkudziesięcioosbowej, wspierających nasze działania i będącej naszym bezpośrednim zapleczem. Oprócz tego bardzo by było miło, gdyby uformowało się “zaplecze zaplecza” czyli powiedzmy 150 czy 200 osobowej grupy kibiców, ktorych najważniejszym i póki co jedynym obowiązkiem byłoby dopingowanie Hutnika na absolutnie każdym meczu. Inna sprawa, że brakuje nam nieco oddechu na plecach młodszych kibiców. Gdy zaczynaliśmy ultrasować mieliśmy po 15-18 lat.  Na dzień dzisiejszy niestety nie widzimy grupy osób, której w całości moglibyśmy przekazać to, co chcemy robić na Hutniku, tak aby to miało ręce i nogi. No cóż, będziecie się musieli jeszcze z nami nieco pomęczyć.

Co waszym zdaniem przede wszystkim należy poprawić w Hutniku? Jakie problemy dostrzegacie pod względem kibicowskim?"

Wraz z rewolucją w spo sobie zarządzania naszym klubem powinna iść w parze rewolucja mentalna w umysłach wszystkich kibiców Hutnika. Każdy musi sobie zdać sprawę z tego, że nareszcie Hutnik to nasz klub. Na Hutniku od lat utarł się trend tzw. “uśpionego” kibicowania. Bardzo wiele osób pojawiało się na meczach Hutnika tylko w przypadku jakiegoś ważnego meczu, przeważnie raz w sezonie. Zdumiewający jest fakt, że w młynie na ważnych meczach czy na niektórych wyjazdach frekwencja była większa niż niejednokrotnie na meczach u siebie. Mecze ze słabeuszami traktowane są przeważnie po macoszemu. Z jednej strony nie ma się co temu dziwić, trudno by mecz z Kolejarzem Stróże wywołał jakieś większe emocje. Z drugiej strony, jakby nie patrzeć gra Hutnik. To właśnie jest jeden z punktów rewolucji mentalnej. Przychodzimy na Hutnika, nie na rywala. Ważne też jest aby każdy wreszcie był odpowiedzialny za własne czyny, by godnie reprezentować nasze barwy. Niszczenie środków transportu, niepotrzebne utarczki z miejscowymi i inne patologiczne zachowania to niektóre sprawy, które chcemy eliminować z meczów Hutnika i można powiedzieć, że powoli nam się udaje. Jest jeszcze jedna bardzo ważna sprawa, o której nie można zapominać. Zawsze się mówiło, ze na Hutnika chodzi i jeździ dużo młodych kibiców. Teraz odnosimy wrażenie, że młodzież nam się nieco postarzała. Chłopak urodzony w roku 1990 czy 1991 to już nie małolat. Małolatów trzeba szukać wśród kibiców urodzonych w połowie poprzedniej dekady. Obawiamy się, że w tych rocznikach możemy mieć pewną lukę. Od nas większość osób to młodsza część tzw. “Pokolenia Monaco”, czyli osób, które stawiały pierwsze kroki na stadionie, gdy Hutnik był na sportowym szczycie. Chłopaki z przełomu dekad lat 80 i 90 z kolei zaczęli przychodzić na stadion gdy regularnie mieliśmy ciekawe mecze u siebie czy to z Motorem czy z Wisłoką, Sandecją itd. Aktualnie dla dzieciaków jedynym magnesem mogły by być pojedyncze mecze jak z Unią, Czarnymi czy Magdeburgiem - to jednak trochę za mało, by zacząć regularnie bywać na meczach. Trzeba się dobrze zastanowić, co z tym zrobić. Co do tych, co już się zjawiają na Suchych Stawach. Warto zrobić propagandę, aby każdy kibic na stadionie przychodził w barwach. Naprawdę, nawet przy niewielkiej frekwencji bardzo miło to wygląda. Choć i tak w tym temacie zauważalna jest stopniowa poprawa. Inna sprawa, że prawdę powiedziawszy spodziewaliśmy się większego zaangażowania w doping na meczach naszego wreszcie Hutnika. Siedemdziesięcioosobowy młyn, w którym stało zaledwie 10% widzów przebywających na stadionie, to zdecydowanie za mało. Tak mogło być za Popiołka i Presaka, nie teraz. Cóż, widać, że nie wszystko jest takie proste. Czeka nas wiele pracy, ale ufamy, że osiągniemy w końcu upragnione minimum 200 osób w młynie na każdym meczu.

Jaka jest wasza opinia na temat Nowego Hutnika? Jak układa się współpraca z zarządem?

 Idea Nowego Hutnika jest bardzo bliska naszym sercom. Klub w rękach kibiców, którzy decydują dosłownie o wszystkim, co się w nim dzieje, to utopia, która wydawało się, że nigdy się nie spełni. Mówiło się “nie jesteśmy Lechią Gdańsk, jest nas za mało” A jednak, stało się to dużo szybciej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. I chyba niektórzy są nadal w szoku i wymagają nie wiadomo czego. A na sprawę trzeba spojrzeć bardzo chłodno. Realnie patrząc dostaliśmy bonus jakich mało. Udało się pozbyć dziadów z zarządu, udało się pozbyć niewyobrażalnych długów, zachowaliśmy podobny co poprzednio poziom sportowy. Mamy doskonałą pozycję do ataku. Stanęliśmy przed szansą, która się już nie powtórzy, no bo jak my nie podołamy to kto? Czy ktoś rok temu by pomyślał, że koszmar Oraczewskich czy Szmytów to już złe wspomnienie? Czy w lipcu ktoś liczył na coś więcej niż C-klasę?
Potrzeba spokoju i wytężonej pracy  z zaangażowaniem wielu osób bez pochopnych ruchów i słów. Co do chłopaków z NH 2010 to nie są osoby dla nas anonimowe. Znamy się od lat z kibicowskiego szlaku. Wiadomo, że patrzymy teraz z różnych perspektyw – kibica-fanatyka oraz kibica-działacza. W związku z tym nasze zdania w niektórych sprawach mogą się nieco różnić. Jednak zauważalna jest obustronna wola kompromisu i wspólnego działania. Objawiło się to między innemu w przyłączeniu się naszej grupy do bojkotu meczy SSA w poprzedniej rundzie czy też w organizacji przez NH 2010 meczu z Magdeburgiem, przed którym ustaliliśmy kilka kluczowych aspektów.  Jesteśmy w stałym kontakcie z osobami z NH 2010, więc we wszystkich ważnych sprawach dla Hutnika będziemy się konsultować. Wiadomo, że cele cząstkowe mamy różne, jednak obu grupom przyświeca jeden cel - wielki Hutnik.

Hutnik znajduje się obecnie w IV lidze gdzie nie ma żadnych ciekawych kibicowsko rywali. Co sądzicie o tej sytuacji? Czy mimo tego da się na meczach tworzyć dobrą atmosferę? Będziecie robić jakieś oprawy?

 Nie mamy faktycznie rewelacyjnych rywali. Jednak nic na to nie poradzimy z kim gramy. Za to jak do tego będziemy podchodzić zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Jednak i w tej lidze jest kilku ciekawych przeciwników jak Olkusz czy Glinik. Poza tym każdy znajdzie coś dla siebie. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Odwiedzimy wioski, w których jeszcze nigdy nie byliśmy. W myśl jaką głosi jedna z naszych pieśni z przymrużeniem oka, której ostatnia fraza to “dobrze bawimy się”, nudno być nie powinno. Atmosfera jest taka, jaką się nakręci. Powoli staramy się przyzwyczajać ludzi do tego, że gdziekolwiek i z kimkolwiek byśmy nie grali będziemy dopingować naszych piłkarzy dobrze się przy tym bawiąc. Tępe wpatrywanie się na siedząco w poczynania na boisku - to raczej nie dla nas. Jednak i tutaj nie jest tak źle w tym sezonie. Byliśmy na czterech jak do tej pory wyjazdach i całkiem nieźle się bawiliśmy, mimo tego, że na boisku, delikatnie mówiąc, nie przebiegało wszystko tak jak byśmy sobie to wymarzyli. U siebie na pierwszym meczu było jednak marnie, natomiast w drugiej połowie z Bochnią już całkiem ciekawie. Miejmy nadzieję, że to początek nowego stylu kibicowania Hutnikowi. Co do opraw to nie wykluczamy, że się coś pojawi, jednak nie ustaliliśmy jeszcze nic konkretnego aczkolwiek pomysłów jest kilka.

Czy macie jakieś plany żeby zwiększyć frekwencje na meczach wyjazdowych i u siebie?

 Może zaczniemy od końca. Jeśli już ktoś pojawi się na meczu czy to za namową kolegów czy przyciągnięty reklamą należy zrobić wszystko aby na następny mecz także przyszedł. Jak to zrobić? Najlepiej jakby olśnili go swoją grą piłkarze. Jeśli jednak się nie uda czy taki kibic jest stracony? Naszym zdaniem nie. Jeśli zostanie potraktowany na stadionie jak gość, zje przepyszną kiełbaskę, kupi modny gadżet po przystępnej cenie to jest szansa, że mu się spodoba. Jeśli zobaczy zamiast smutasów i narzekania barwną i wesołą gromadkę kibiców wiernie dopingujących wytrwale swój klub mimo porażki – może spodoba mu się jeszcze bardziej? Ważne, by każdy przychodzący na mecze mógł mieć możliwość robienia tego co mu przypada do gustu. Jeśli chce pośpiewać, niech przyjdzie do nas. Chce obejrzeć mecz, nie ma sprawy, siądzie w sektorze obok i nikt mu nie będzie w tym przeszkadzał. Co natomiast można zrobić poza stadionem, by przyciągnąć nowe osoby na stadion? Na pewno przemyślany marketing. Takie sprawy jak plakaty, ulotki, vlepki, zaproszenia to podstawa. Poza tym trzeba się zastanowić kogo chcemy na mecze przyciągnąć? Jeśli młodych kibiców, powinniśmy uderzyć do szkół. Jeśli starszych to może pod bramy kombinatu? Idea Nowego Hutnika jest ostatnio dobrze nagłośniona, jednak mimo wszystko wiele osób wciąż o niej nie wie. Ludzie są wygodni, trzeba ich na bieżąco informować co w Hutniku się dzieje. Zadanie mamy bardzo trudne, na pierwszy rzut oka sytuacja wydaje się wręcz beznadziejna, w obliczu otwierania się nowych stadionów przy błoniach i wielotysięcznych nakładów krakowskich klubów na marketing. Jednak i my mamy swoje niewykorzystane atuty i zasoby kapitału ludzkiego.  Uważamy, że frekwencja, będąca aktualnie kompletem widzów (999) jest zdecywanie do osiągnięcia. Mamy oprócz tego kilka pomysłów jak uatrakcyjnić mecze, jednak musimy je jeszcze dopracować i skonsultować. Co do wyjazdów to oczywiście nadal będziemy się starali je organizować. Nie jest to łatwe. Odległości są takie jakie są, za dalekie żeby jechać tramwajem lub wynajmować MPK, za bliskie by kalkulowało się brać autokar. Póki co sobie jednak jakoś radzimy. Na pewno będziemy coś w tej rundzie jeszcze zorganizować.

Jak oceniacie doping na meczach Hutnika? Na tle innych klubów IV ligi wyróżniamy się, jednak czy nie jest to za mało? Czy nie uważacie że doping jest nieco monotonny? Jak ma się sprawa nowych przyśpiewek?

 Doping to była odwieczna bolączka kibiców Hutnika. Krótkie, monotonne i niezbyt głośne przyśpiewki, mała różnorodność. Słabe zaangażowanie wielu osób to także problem. Skąd się to brało? Przyczyn zapewne jest kilka. Podstawową może być bardzo marna sportowa forma Hutnika od wielu lat. Nie ma się co oszukiwać, ma to kolosalne znaczenie. Nudne mecze, mało emocji, brak walki o awans nie sprzyja na pewno głośnemu i żywiołowemu dopingowaniu piłkarzy. Jednak nie tylko sport ma w tym aspekcie znaczenie. Istotna jest też mentalność kibiców, o której już wspomnieliśmy. Utarło się beznadziejne rozumowanie, że doping to coś dla małolatów, coś co starszemu o parę lat kibicowi nie przystoi. Na Hutniku w związku z tym pojawiał się właściwie tylko, gdy przyjeżdżała jakaś ekipa, przed którą wypadało się pokazać. Ale nawet w takich przypadkach nie było rewelacyjnie, bo śpiewanie od święta nie sprzyja szlifowaniu przyśpiewek, zgraniu, wytrwałości i kondycji. W Polsce już dawno nastąpił istny bum na poprawienie wokalnej strony kibicowania. U nas też od pewnego czasu się zmienia. Na pewno zanotowaliśmy może niewielki, ale zawsze postęp w porównaniu do mijającej dekady. Udało się wprowadzić kilka nowych piosenek, które stały się hitami (“Naszym klubem”). Pracujemy nad tym , aby ci, którzy chcą śpiewać stali razem (dotyczy to meczy u siebie i liczniejszych wyjazdów) bo jeśli osoby nieśpiewające i śpiewające się wymieszają, to wygląda to żenująco. Staramy się właściwie wykorzystywać megafon, zrodziła się oddolna inicjatywa by zakupić bęben, to na pewno też nam pomoże. Prowadzący robią co mogą, jednak tak na prawdę i oni muszą uczyć się właściwie wszystkiego na bieżąco, potrzeba czasu by doszlifować kilka spraw. Co do nowych przyśpiewek, oczywiście jesteśmy za, ale... Chyba mimo wszystko najpierw wypadało by porządnie nauczyć się tego co już mamy. A mamy na prawdę sporo. Na pewno wielokrotnie jeszcze będziemy wykorzystywać kserowane kartki ze słowami. Najważniejsza jest regularność. Chyba jest różnica przy 15 meczach z dopingiem w rundzie a jednym?

Jak oceniacie ostatnie zmiany kibicowskie w Nowej Hucie? Mecz z Unią pokazał, że potencjał mamy, lecz czy jest on wykorzystywany?

To prawda, na meczu z Unią było około 800-900 szalikowców. To pokazuje, że potencjał kibiców Hutnika jest spory. Bardzo ważne jest by go utrzymać i wykorzystywać. To istotne w obliczu coraz mocniejszej pozycji kibicowskiej obu krakowskich klubów... Warto zadbać o potencjał zwłaszcza naszych czołowych osiedli. Z 3-4 osiedli potrafimy zebrać nawet 200 osób. Bardzo podobają się nam oddolne inicjatywy typu osiedlowe szaliki, flagi czy pomalowane bloki a także osiedlowe zbiórki przed meczami. Takich inicjatyw jest niestety ostatnio niezbyt dużo, zwłaszcza, że np. 4-5 lat temu wiele osiedli wydawało swoje szaliki a tymczasem temat nieco przycichł. Aktualnie zdecydowanie bryluje Skarpa gdzie co jakiś czas się pojawiają szale, koszulki, vlepki.

Czy macie kontakty z jakimiś innymi klubami? Jakie są obecnie relacje kibiców Hutnika z klubami takimi jak Stomil, 1. FC Magdeburg?

Relacje z kibicami Stomi lu są wyłącznie na stopie koleżeńskiej. My mamy prywatne kontakty z jedną z wyjazdowych grup kibiców z Olsztyna. Widujemy się głównie przy okazji meczów reprezentacji Polski w kraju i za granicą. Zdarza się też, że odwiedzamy się przy okazji meczów naszych klubów lub w przypadku zupełnie nie związanych z meczami wypadów wakacyjnych nad morze czy w góry. Natomiast jeśli chodzi o Magdeburg to historia jest dłuższa. Zaczęło się 5 lat temu przez internet a skończyło, jak na razie na oficjalnym spotkaniu piłkarskim obu drużyn. Przez te 5 lat spotykaliśmy się wzajemnie w składach co najwyżej kilkunastoosobowych, więc teraz sporą niewiadomą było, jak przebiegną obchody 60-lecia Hutnika z udziałem kibiców i piłkarzy z Niemiec. Przebiegły znakomicie a to rokuje spore szanse na pozytywne kontakty w przyszłości.


Jak oceniacie sportowe poczynania naszej drużyny? Czy Hutnik ma szanse na awans, czy będzie też bronił się przed spadkiem?

Od piłkarzy wymagamy przede wszystkim jednego – pełnego zaangażowania i walki do utraty tchu w każdym spotkaniu. Wówczas będą zawsze mogli liczyć na nasz doping, niezależnie od wyników i pozycji w tabeli. Oczekujemy też od nich lojalności względem nas. Dla kogoś może to błahostka, ale dla nas istotne są sprawy takie jak podchodzenie do nas po meczu, dziękowanie za doping, przybijanie piątek. To rodzi pozytywną więź między trybunami a boiskiem. Co do wyników, to widać że chłopaki są rzucone na głęboką wodę. Ich techniczna i pomysłowa piłka nijak ma się do mało finezyjnej gry drużyn z czwartej ligi i na razie idzie im bardzo ciężko. Trzeba jednak wierzyć, że czas działa na naszą korzyść i że chłopaki w końcu zaczną wygrywać częściej. Myślę tu przede wszystkim o meczach na naszym stadionie, gdzie jak sądzimy przyjezdne drużyny mają dużo ciężej, ciekawe dlaczego? Sądzę też, że zarząd jest czujny i mimo skromnych środków, jakimi dysponujemy uda się pozyskać kilku doświadczonych grajków. Mimo wszystko, liczymy na ciekawe i emocjonujące potyczki naszych chłopaków, zakończone kiedyś w końcu jakimś awansem – macie dla kogo grać!

Co uważacie za największe osiągnięcie fanów Hutnika w ciągu ostatnich kilku lat?

Zdecydowanie Nowy Hutnik 2010 – wielkie przedsięwzięcie, wielkie wyzwanie i wielka odpowiedzialność. Udało się zorganizować obchody 60-lecia, zarówno Hutnika jak i rok wcześniej Nowej Huty, przejąć klub, ale to dopiero początek w drodze do normalności. Potrzeba dużo wsparcia ze strony wszystkich kibiców i wyrozumiałości dla twórców owej inicjatywy. Poza tym jednak, patrząc obiektywnie na przestrzeni ostatnich kilku lat dzieje się sporo dobrego. Wyjazdy. Od dobrych kilku lat nie zaliczyliśmy zera wyjazdowego. Po kilka, kilkanaście, czy kilkaset osób stawialiśmy się wszędzie. Kosztowało to trochę i zdrowia, i czasu, i pieniędzy parę osób, ale udało się. Przez ten czas trzykrotnie udało się zorganizować wyjazd pociągiem specjalnym (Dębica, Rzeszów, Tarnów). Kilkadziesiąt razy organizowaliśmy wyjazdy autokarowe i busowe. Ładnie jeździmy na reprezentację, przez półtorej roku mieliśmy okazję wspomagać byłą już zgodę i czyniliśmy to licznie i godnie. Młyn na hitowych spotkaniach to nie 200 osób a przeważnie 700-800. Jeśli chodzi o pamiątki, co jakiś czas pojawia się coś nowego i na wysokim poziomie, podobnie rzecz ma się z flagami. W ultrasce powoli też idziemy do przodu, w miarę możliwości wprowadzamy nowe elementy jak sektorówki, chorągiewki, podświetlane folie. Rac nie odpalamy już 5 a
60, ogni wrocławskich nie 10 a 150. Przez ostatnie 5 lat przewinęło się wiele ciekawych inicjatyw. Piłkarski turniej kibiców Hutnika, wspólne oglądanie meczy MŚ, piwo Hutnicze, kilka utworów muzycznych. Medialne sprawy jak strony internetowe, materiały multimedialne z meczów czy program meczowy. Nie można zapomnieć o działalności charytatywnej, takiej jak Klub Honorowych Dawców Krwi Hutnik Kraków czy zbiórki na rzecz dzieci z Domów Dziecka. Choć do samouwielbienia nam daleko, to te wszystkie wydarzenia zebrane do kupy powodują, że hasło “Najlepsza Ekipa – Kibice Hutnika” to nie tylko pusty frazes.


Jak waszym zdaniem Hutnik wypada kibicowsko w skali kraju?

 Biorąc pod uwagę wszystkie aspekty, zarówno hools, ultras, wyjazdy jak i oflagowanie wydaje nam się, że jesteśmy w trzeciej dziesiątce kibiców w Polsce. Jak wiadomo jesteśmy ekipą działającą na zasadzie mobilizacji. Gdy sytuacja tego wymaga potrafimy się pokazać z jak najlepszej strony czyli pojechać na trudny teren w 500 osób niezłej ekipy czy wystawić młyn 1000. Żeby być wyżej brakuje nam większej regularności w działaniu, blokadą jest też niska liga i brak godnych rywali na codzień... W Polsce bardzo do przodu poszedł ruch ultras. Wyjazdy, oprawy, doping, ilość to bardzo mocna strona coraz zerszej grupy ekip, które niegdyś spokojnie były w naszym zasięgu. Bardzo nas ciekawi, jak porazilibyśmy sobie w nowej drugiej czy nowej pierwszej lidze?

Na jakich ekipach waszym zdaniem powinniśmy się wzorować?

Trudno wybrać jedną, jedyną ekipę, na której powinniśmy się wzorować. Sądzimy, że należy z topowych ekip brać to, co najlepsze i próbować przełożyć na własne podwórko. Doping jak na Legii za najlepszych lat, organizacja i wyjazdy jak na Lechu. Uwielbienie do barw jak na Jagiellonii, zabawa jak na Widzewie (“Waka, waka”). Bardzo wielkie wrażenie zrobili na nas fani z Magdeburga i wiele od nich moglibyśmy się uczyć. Nie ma co ślepo kopiować czyjegokolwiek wizerunku, najlepiej wytworzyć swój, niepowtarzalny styl.

Jaki styl ultras preferujecie - Zachodni (np. Niemcy), czy może Bałkański?

Zdecydowanie styl bałkański. Spontaniczność, wielki nieujarzmiony fanatyzm, duża ilość pirotechniki, spora niepokorność to cechy dużo nam bliższe od niemieckiej systematyczności, dokładności i precyzji, która się objawia także w sposobie kibicowania fanów z tego kraju.

Jak waszym zdaniem będzie wyglądać Hutnik, zarówno piłkarsko jak i kibicowsko za 10 lat?"

 10 lat temu w sezonie 00/01 Hutnik z powodzeniem walczył o zaplecze Ekstraklasy. Był to ostatni jak do tej pory awans piłkarski. Liczymy, że za dekadę będzie podobnie. Pierwsza liga to jest miejsce dla nas. Poprzednie 10 lat to było to 10 lat chudych, może wreszcie w hutniczym świecie pora na lata tłuste? Miejmy nadzieję, że przez te 10 lat uda się w końcu zrealizować projekt stadionu, który kłuje w oczy na klubowym korytarzu. A kibicowsko? Oczywiście, będzie nas więcej, będziemy głośniejsi, ładniej ubrani i więksi. W młynie nas będzie dwa koła, na wyjazd poniżej pięciu stów nie pojedziemy. Z resztą, nawet jeśli za 10 lat mielibyśmy grać w B klasie, na bocznym boisku i dopingować grajków w 50 osób to najważniejsze jest to, aby nigdy, przenigdy nie zabrakło nam... luzu.

Co sądzicie o idei "Against Modern Football"?

Trudne pytanie, z tego względu, że z racji gry w niskiej lidze modern football nie dotyka nas w takim stopniu jak ma to miejsce w wyższych ligach. Na pewno czasy się zmieniają i zmienia się też piłka nożna. Co do kibiców to ważne by umiejętnie dostosowali się do panujących realiów, tak aby nie zatracić swojej niepokornej tożsamości.

Na koniec wywiadu, czy chcielibyście dodać coś od siebie?

Cóż powiedzieć, dziękujemy za zainteresowanie się redakcji naszą skromną grupą. Sądzimy, że w tych “kilku zdaniach” udało się nam przekazać wszystkim czytelnikom mniej więcej naszą filozofię działania. Zachęcamy wszystkich kibiców do działania na rzecz  ultras na Hutniku. To doskonała forma samorealizacji i wielka satysfakcja. W końcu robimy to co lubimy, lubimy to co robimy...

W imieniu redakcji serdecznie dziękuję za wywiad.




Dodane przez huteusz dnia 19 wrzesień 2010 20:40:32 0 Komentarzy ˇ 3273 Czytań

Komentarze


Brak komentarzy.
Dodaj komentarz


Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Designed by Szymon Dziukiewicz. Powered by PHP-Fusion Strona Glowna | Forum | Galeria | Hutnik TV | Klub | Stadion | Kibice