Dzisiaj jest: 31 Marzec 20203,467,404 Unikalnych wizyt









Archiwum www.hutnik.krakow.pl:





Zapamietac?

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
"A więc turniej kibiców w Krakowie" raz jeszcze - okiem Ukraińców z Dynama


Kibice
Od turnieju kibiców Hutnika minęło już kilka miesięcy, ale chyba każdy chętnie wraca wspomnieniami do tej słonecznej soboty. Przedstawiamy bardzo ciekawy i obszerny opis kibiców Dynama Kijów!

Zaproszenie dostaliśmy od polskich kolegow jeszcze na naszym turnieju jesienią 2013 roku.  Nieco pozniej ustalono i date i formę turnieju, oraz zaczeły się  drobne przygotowania zarówno ze strony gospodarzy jak i gosci. Wszelkie przygotowania do wyjazdu można by podzielić na dwie kwestie: 1 - ustalenie kto jedzie  2 - wszystko pozostałe. Pod hasłem wszystko pozostałe na myśli mam wizy, pieniądze, kupowanie gadżetów na prezenty, bilety itd. A kto chątny na wyjazd? Planowalismy jedno, ale wyszło drugie.  W miedzyczasie jedni rezygnowali drudzy dołączali, to znowu rezygnowali. Opisywać wszelkie te historie i koleje losu nie mam sil, ale istotne że czasami byliśmy już w stanie załamania i bliscy rezygnacji z wyjazdu. W pewnych momentach liczba wyjazdowiczów nie przekraczała trzech osób. Potem trochę sie to uspokoilo, tak że zrekrutowaliśmy ludzi z zapasem na 2 zespoły do grania. 
 Z Polakami byliśmy w ciągłym kontakcie, więc na bieąaco nadsyłaliśmy informacje o tym ilu nas ostatecznie przbędzie.  Sam proces otrzymywania wiz był pomimo długiego czasu oczekiwania niezbyt skomplikowany (tylko cholernie kosztowny). Polacy rozdają wizy na prawo i lewo, ważne tylko żeby z głową wypełniać wnioski. Wymagane dokumenty nie są zbyt ciężkie do skompletowania. Przy dobrych obrotach można to wszystko zdobyć w jeden dzień. Ciężko było jedynie z zakwaterowaniem i opłaceniem miejsca pobytu w 50% nie tyle przed wyjazdem, a przed otrzymaniem wizy. Tutaj z pomocą przyszli kibice Hutnika, którzy na znak wdzięczności za przyjecie ich na turnieju u nas, zamówili i opłacili całkiem  niezły hostel w rejonie NH.
 Wyjeżdzalismy małymi grupkami, niektórzy z Dynamo byli juz w Polsce wcześniej. Przyszła też i kolej na nas. Zebrawszy odpowiednio duzą torbę z gadżetami ledwo dociągnelismy ją do naszego busa, a następnie zajelismy miejsca na czas dlugiej podrózy. W drodze nie zdarzyło sie nic ciekawego. Tylko pospać się nie udawało. Za to gadalismy, albo ogladalismy jakieś durne filmy, czy patrzylismy za okno komentując widoki. Warto wspomnieć że w busie puszczali nam nowe rosyjskie filmy typu  "biedna narzeczona spotyka wpływowego biznesmena", wszystko w pięknej aranżacji ubarwione pięknymi zdjeciami robionymi w Tajlandii. Ja takie filmy nazywam  po prostu "wzieli kamerę na urlop i wyszedł film"  Chcesz, nie chcesz oglądasz takie gówno, byleby czas szybciej leciał. Za oknem nie było niczego ciekawego. Śnieg już faktycznie stopniał i szerokie horyzonty naszej ojczyzny zaczeły pozostawać w tyle. A przejeżdzalismy przez niektóre „centra obwodów” (żeby nie obrażać ich mieszkańców nie będe wymianiał nazw), które przedstawiały sobą obraz nędzy i rozpaczy. Tak bym okreslłl ten krajobraz najkrócej.  Takie się miało wrażenie, że to nie miasta, a poprostu chaotycznie powbijane w ziemie bloki dookoła centrów przemyslowych i targowisk. Nie odjechalismy wcale tak daleko, a bus zdążył się zepsuć i kierowca musiał się sporo napracować, żeby z powrotem go odpalić. Przy czym zatrzymalismy się akurat nieopodal znajomych miejsc dla jednego z kolegów - znajomych z grybobrań po lasach))) przetrwalismy jeszcze jeden przystanek na zachodniej Ukrainie, ale po drodze przytrzymali nas milicjanci z drogówki dając delikatnie do zrozumienia że chcą wziac w łapę, albo po prostu wyjątkowo im się nudziło. 
Zbliżaliśmy się do Lwowa juz przy zachodzącym słońcu i przez dość długi czas objeżdzalismy go dookoła. I jak na złość gdy zobaczylismy, ze zbliżamy się do granicy, znowu pojawiły się problemy. Trasa okazała się zablookowana i  to nie, że oznaczona znakami na drodze wskazującymi objazd. Po prostu na środku drogi leży sterta ziemi. I co dalej?  Psy nikogo nie puszczają i przekierowywują na „drogi objazdowe”.  Ten objazd to była masakra, jak jazda przez mrok. Czuje, że takie dziury wyjebały by rolnika z fotela w traktorze. Droga gruntowa z wybojami jak na rozbrajanym polu minowym, prowadząca między domkami, wąska i z dziurami. NIe wspominam o jej oświetleniu. Zupełnie jak jazda po omacku. Wyjechaliśmy w końcu na drogę wzdłóż torów kolejowych. Nią jechaliśmy już dość długo, póki nie wyjechaliśmy z powrotem na w miarę normalną drogę . 
Wbrew pozorom granicy nie przekraczaliśmy zbyt długo. Polscy celnicy wykonywali swoje obowiązki bardzo leniwie i bez zaangażowania, praktycznie udając że cos robią. Zadawali banalne pytania typu "Dokąd to jedziecie dobre chłopaki? albo "gdzie będziecie mieszkać byczki?" I w końcu ona - Polska.  Str2

  Podróż zaczynała być powoli męcząca i chciało się żeby jak najszybciej się skończyła. Pezejeżdzając polską część trasy, wrażenie wywarł ona nas nowe bezkolizyjne skrzyżowanie autostrad w centrum Rzeszowa, całe w podświetleniu, przyjemne dla oka. Zdziwił absolutny brak ludzi na ulicach miasta. Uważnie wpatrujemy się w drogowskazy i szyldy sprawdzając w pamięci gdzie możemy się aktualnie znajdować. Niebawem jesteśmy już tak bliskoże wszyscy nie wierzą że przezyli te podróż. Dojeżdżamy! Z Polakami wcześniej umówiliśmy się, że bedą na nas czekać na dworcu autobusowym. Chwilę po przyjeździe, czekajac na mrozie zostajemy odebrani przez naszego polskiego kolegę, który przyjeżdza po nas w towarzystwie paru chuliganów Hutnika. Powitania, pytania, odpowiedzi. Na propozycję zajechania na 5 minut na piwko odpowiadamy <ok>, ale kto by przypuszczał, ze w hostelu znajdziemy sie dopiero po 3 godzinach ))). 
Dokąd mogą w Polsce pojechać zmęczeni Ukraińcy w czasie Zimy? Oczywiście, że do Stiptiz klubu! To można gdzieś jeszcze? )))Sam klub znajdował się w centrum, ale od ulicy był absolutnie niewidoczny. W drzwiach spotykamy nie małych takich ochroniarzy, a w środku jeszcze szerszych i starszych panów o gangsterskich rysach twarzy Na szczęście poza nimi,  na dole były też tancerki. Posiedzielismy, popiliśmy,  pooglądaliśmy występy.  Na zaproszenia dziewczyn, żeby gdzieś z nimi pójść,  odpowiadaliśmy w stylu "noł,oblicomorale, ferschteien??!", no wiadomo chodziło o stawianie drinków w barze, na co nie mieliśmy ochote.  Mam nadzieje że zrozumieliście )). W ogóle kulturalnie odpoczeliśmy, a polscy koledzy odwiezli nas na miejsce naszego czasowego egzystowania. Hostel okazał się wspaniały jak na wyjazdy. U nas 3 gwiazdkowe hostele nigdy nie pozwolą sobie na to co oferował ten w którym byliśmy. 
Następny dzień był zaplanowany jako dzień spacerów, swobodnych rozmów przy piwku i odbierania z dworców, pozostałych ciągle dojeżdzających kibiców Dynamo.  Po zdjedzeniu śniadania w kawiarni pojechaliśmy do centrum, po drodze słuchając ciekawych opowiadań o klimatach panujących w Krakowie. Jego podziale na strefy, nad którymi kontrole sprawują odpowiednio Wisła, Cracovia lub Hutnik. Zobaczyliśmy to wszystko na własne oczy. Większość budynków wzdłuż drogi do centrum popisano dużymi lecz niezbyt estetycznymi napisami, wskazującymi na dominacje jednej lub drugiej drużyny w rejonie. Po zajściu na nie swój teren można być bardzo szybko rozpoznanym i naprowadzonym na właściwe tory (poczuć tego surowe konsekwencję).  Już nawet nie mówie o chodzeniu w barwach  - te rzucają się w oczy jako pierwsze. Polacy mówią nam jednak, że teraz troche się uspokoiło. 10 lat temu, gdy wszystkie te krakowskie wojny odbijaly sie echem w Europie jak i u nas, było tu prawdziwe piekło. Chłopaki opowiadają, że na niektóre osiedla nawet listonosze bali sie chodzic bo można było dostać po głowie za to że jest sie obcym na osiedlu. ))). W ogóle to w Krakowie powinno się zawsze myśleć w co się jest ubranym i dokąd sie idzie. To wszystko nie są bajki. (mówiąc o tym, warto przytoczyć, że na turnieju spotkalismy naszego znajomego i zapytalismy go co mu się stalo z uchem, na co odpowiedział, że dostał czyms tempym gdy szedł po Rynku w biały dzień.  I to jeszcze ze swoją dziewczyną. Jak sam powiedział zrobili mu to jacyś wiślaccy kibice. No cóż – wiślackie metody – jak sam stwierdził.  Za to Polacy z Hutnika też nie są tak zupełnie bezbronni i skazani na jedynie szczęście w tym mieście. Bywa że są uzbrojeni w słowne argumenty na wszelki wypadek. Jak nie ze sobą, to i w samochodzie. Nie ma żartów, Kraków to niebezpieczne miasto. 
     Zajeżdżamy na takie całkiem nieźle urządzone mieszkanko, gdzie spotykamy naszych w towarzystwie polskich dziewczyn, a poźniej spotkawszy w centrum innych chlopaków z Huty zaczynamy spacer po Rynku. Nasza mała grupka zaczyna rosnąć w oczach, tak że w jednym momencie jest nas już prawie 30 głów. Tak więc można było rozrabiać )) Idąc w stronę Zamku Wawelskiego doświadczone oko kibica zauważy wrzut na jednej ze ścian czerwoną(!) farbą Ultras Dynamo Kijów. A pośród wielu tysięcy detali miejskiej zabudowy, zauważyliśmy wlepkę Uniona (Spartak Moskwa) i z sukcesem zakleiliśmy ją naszą własną. No co można jeszcze powiedzieć, Kraków jest przepiękny i nawet w taką brzydką pogodę o tak nie sprzyjającej porze roku jest co w nim zobaczyć. W centrum widoczni byli  ruskojęzyczni turyści, ale jakiegoś powodu najwięcej obcokrajowców zaobserwowaliśmy z  Włoch  str 3 
Odebraliśmy z Dworca jeszcze jednego naszego kolegę i przy okazji połaziliśmy po Galerii Krakowskiej. Później pojechaliśmy z powrotem do NH żeby zjeść w jednym z barów (trzeba wspomnieć że ów bar kibice Hutnika wynajeli na cały weekend, tak że wszystko było dla nas opłacone z góry). Zawieziono nas także na hutniczy stadion. Pooglądaliśmy go zza krat, zobaczyliśmy zniszczone przez wiślaków grafitti Hutnika dłlugości około 100 metrów. Zaszliśmy też do szatni w okół boisk treningowych. Wszystko dookoła wydawało nam się być własnoscią Hutnika. Jak się okazało znaczna część terenów należy albo do miasta, albo do innego stowarzyszenia, które ma konflikt z Hutnikiem.  Właścicielami Hutnika są bezpośrednio kibice i klub do nich należy.  Z daleka widzieliśmy nawet trening piłkarzy Hutnika... podsumowując, klub ten jest klubem kibiców i dla kibiców. Jedyne co teraz martwi Polaków to ewentualna możliwość odebrania stadionu za długi i przekazania go miastu. Jeśli do tego dojdzie, to ich drużyna zmuszona będzie grać na bocznych boiskach. 
Podjechaliśmy także pod  Kombinat - największy tego typu obiekt w Polsce. Huta stali im. T Sendzimira. Tutaj wytopiono olbrzymie ilości stali. Ten kombinat przez 36 lat nosił nazwę Lenina, a teraz jego właścicielem stał się Hindus miliarder, ten sam który jest właściciel Kryvorizhstali. Po tym Huta odcieła się całkowicie od związków z klubem i przestał go sponsorować (brzmi znajomo co nie?). W ogóle Hutnik zostawiono samemu sobie. Z pomocą przyszli właśnie kibice reaktywując klub i przejmując go.  A jeśli chodzi o Kombinat - nie wyobrażacie sobie jaka wielka to powierzchnia (przypis od tłumacza - po rosyjsku użytko określenia  "Wpizdiec kakoj on ogromnyj” )) Chłopaki z Hutnika mówili że funkcjonuje  on trochę jak oddzielne miasto. Są tam uilce, przystanki,  skrzyżowania z sygnalizacją, zdarza się nawet że stoi drogówka! ogólnie rzecz biorąc Kombinat znacznie podupadł, ale i teraz wiele osób z Huty znajduje tam pracę. Warto też wspomnieć o antagonizmie krakowsko - nowohuckim.  Miejscowi często odcinają sie od Krakowa i uważają Nową Hutę za osobne miasto. Niektórzy w ogóle traktują Kraków jakby z wrogoscią. 
Tak więc pooglądalismy stadion i lokalne atrakcje, pogadaliśmy, pośmialiśmy się i znów pojechaliśmy do centrum miasta. Dokąd teraz? ... No pewnie, że znów na Striptiz! ))) Przedtem zdzwoniłem się ze swoim znajomym z Krakowa, żeby chwile się z nim zobaczyć, ale póki co czekalismy na ul. Florianskiej i naogladalismy się wszelkiego dziwactwa takiego rodzaju jak u nas na masowych imprezach. 
Sporo nachlanej młodzieży, jakiś ućpany typek bił się z niewidzialnym przeciwnikiem; jakichś dwóch  ubranych bardzo oficjalnie bramkarzy, centralnie na naszych oczach zajebało jakiemuś promotorowi w pysk, który rozdawał ulotki w przebraniu jakiegoś zwierzaka. Chodzące tam i z powrotem grupki młodzieży po ubiorze i ogólnym wyglądzie prawdopodobnie z kibicowskich sfer, którzy krzywo patrzyli się na naszą grupkę, a czasami nawet zaczepiali innych przechodzących szukając zaczepki. Do nas jednak nikt nie podszedł. Typki trochę podobni do takich jakich mamy w Kijowie, ale ubrani bardziej jak ludzie. Co dziwne, nim późniejsza pora tym więcej ludzi pojawiało się w centrum, a nie odwrotnie. Po wszystkim idziemy na dworzec autobusowy gdzie zabieramy kolejnych z Dynamo i przychodzi czas na odpoczynek przed Turniejem. Przyjeżdzamy na pokoje, przegadujemy cały wieczór, wymieniając się wrażeniami, kładziemy się spać. Okazuje się, że snu zostało już tylko parę godzin )))
 Rano szybko się ogarniamy i znów przyjeżdzają po nas polscy koledzy. W korytarzu hostelu widzimy osoby z Magdeburga na których widać, że wczorajszy kulturowy program dnia pozostawił wyraźne ślady)). Niektórzy z nich czują sie tak swobodnie, że łazą boso po korytarzu. W drodze na halę, zauważamy na jednym z bloków napis zrobiony przez miejscowych, którego treść pozdrawia wszystkie zaproszone na Turniej ekipy. Bardzo miły gest. Pod halą zastajemy sporo samochodów i ciągle i dojeżdzających którymi dojeżdza sporo chłopaków z łysymi głowami. Os strony miasta przybywają widzowie, zawodnicy turnieju i zwykli oglądający. Nieopodal hali stoi policyjna furgonetka, z której psy obserwują cały teren. Do czasu turnieju ciągle dziwiliśmy się dlaczego chłopaki z Hutnika ogłosili publicznie czas i miejcse turnieju. Odpowiadali nam, że ich miejscowi wrogowie i tak nie pojawią sie przy takiej okazji, a policja dowie sie o imprezie nawet jeśli bedą się z nią skrywać. (według nich ukrywanie tego faktu spowodowałoby większe problemy z psami i większą obstawę).  W międzyczasie policja trzepie chłopaków z Olsztyna, którzy dopiero co przyjechali. Wszyscy są przeszukiwani i spisywani. No cóż, w Polsce to niestety norma w kibicowskich realiach. Później dowiedzieliśmy się, ze zarówno Stomil jak i Petra byli trzymani przez policje na wjeździe do miasta.Być może powodem był fakt, że tego dnia w Krakowie rozgrywał się mecz Cracovia - Zawisza. Dla gości Hutnika, Zawisza to wrogi klub, więc  pewnie stąd te cyrki. 

Strona 4
W holu przed wejściem na halę Hutnik wystawił stoły z przeróżnymi gadżetami klubowymi w ogromnej ilości (aż oczy latały na wszystkie strony). Nas poprowadzono do oddzielnych szatni, gdzie mogliśmy się spokojnie przebrać i przygotować do gry. Sama gra pomimo tego, że nie bylł dla nas korzystna (dwie porażki 1:4 i 0:4 i jeden remis 2:2) to była bardzo przyjemna. Nasz skład był jakby to powiedzieć, bardzo eksperymentalny i nigdy wcześniej nie graliśmy razem. Ale nie to było nawjażniejsze. Najważniejsza była atmosfera. Na turnieju pojawiły się zaprzyjaźnione ekipy Hutnika. Kibice Stomilu Olsztyn, Wisly Płock (ekipa H), i goście zza granicy. Poza nami byli to kibice niemieckiego Magdeburga( w głównej mierze grupa Ultras). Były w sumie 24 drużyny podzielone na 6 grup. Gospodarze przyszli chyba faktycznie maksymalną możliwą liczbą. Byli i starzy piknicy i młodzi chuligani.  Było tez sporo kobiet – dziewczyn kibicujacym swoim chłopakom. Przewijało się sporo osób z zarządu Hutnika i zwykłych kibiców. Krótko mówiąc, trwało wielkie hutnicze święto, które przyciągneło na hale, nie przesadzając około 1000 ludzi. W przerwach między naszymi meczami, rozmawialismy, zwiedzalismy hale, jedliśmy, kupowalismy gadżety i wymienialismy się podarkami z kibicami Hutnika. Po prostu zbieralismy siły na kolejne mecze. Byliśmy również świadkami zawodów w wyciskaniu na ławce płaskiej, które to zawody wygrał przyjezdny z Olsztyna. (Tak nawiasem, odczuwało się wrażenie, po budowie niektórych zawodników, że był to dla nich najciekawszy element turnieju i specjalnie po to zawitali do Krakowa))).  
Sama atmosfera na hali trzymała wysoki poziom. Uczestników wywoływano przez mikrofon, pracowała tablica z wynikami, było sędziostwo (dla nas niestety nie przychylne))), Kibice Hutnika zaczeli powoli się rozkręcać i zaczynać przyśpiewki, które z początku brzmiały bardzo spokojnie, jednak wraz z nadejściem prowadzącego przerodziły się w pieknielne głośno brzmiący doping. Wspaniała akustyka pomieszczenia została wykorzystona. Gdy wypełniona hala rykneła to wszystkie ściany się trzęsły. I co szczególnie przyjemne, niektóre przyśpiewki sławiły również Dynamo Kijów!   Udało nam się równiez pogadać z wiceprezesem Hutnika w sprawie wzajemnych kontaktów w przyszłości i o innych kwestiach. Podszedł do nas także piłkarz Hutnika z pochodzenia Ukrainiec, z którym zamieniliśmy trochę zdań. Przyjemnie było spotkać rodaka w ich klubie. On przyszedł na turniej wraz ze swoja dziewczyną, na parę godzin przed podróżą pociągiem.
      Na koniec – grupowe foto i zajebisty wspólny okrzyk. Po tym rozjazd na krótki czas na pokoje i w drogę na impreze w tym barze, w którym już bywaliśmy. Tam trwa już swięto.  Trwało też bardzo długo. ))) Było bardzo wesoło, rozmawialismy z wieloma nowymi osobami , wiele osób było bardzo zaciekawionych naszą obecnością. Niestety nie udało nam się utrzymać postawy zdrowego trybu życia i abstynencji od %, ale trzeba było utrzymywać tempo Polaków )). Co chwile podchodził ktoś nowy i pytal to Majdan, to o sytuacje w naszej ekipie i realia kibicowskie na Ukrainie. Niektóre tematy były bardzo elastyczne i rozmawialiśmy o przeróżnych rzeczach. 
      Po zakończeniu imprezy w barze większość nie zamierzała przerywać balu i po podziale na grupki rozjechali się po domach by świętować.  W hostelu najgłośniej bawili się chłopaki z Olstzyna i najtwardsi z nich poszli spać dopiero nad ranem . (jak sie potem wyjaśniło rekordziści trzymali się na nogach do obiadu). Dlatego też wczesny poranek był wyjątkowo spokojny, no ale jesteśmy na wyjeździe dlatego nie ma czasu na spanie! Znowu jedziemy do centrum i zwiedzamy Kraków praktycznie do samego wieczora. Później Hutnicy porozwozili naszych na pokoje, zjedliśmy kolację i wieczorem już nic nie robiliśmy.   
Wczesnym rankiem zbiórka i lecimy na dworzec. Usadawiamy się w wolnym przedziale z miejscami siedzącymi. Żegnamy sie z Hutnikami i wyruszamy do Przemyśla,. Oznacza to już ze wracamy powoli do domu, (W krakowie dosłownie przy nas otworzono nowy podziemny terminal dworca który bardzo przypomina nasze centra handlowo- usługowe do ktorych sie przyzwyczailismy.No ale ten nowy, a ten nasz to niebo a ziemia). W drodze zatrzymujemy sie pare razy i czekamy, az przejadą pociągi jadące z naprzeciwka. Wszystko to z powodu remontu rownoległej linii torów., W Polsce ostatnimi czasy, często tak sie stoi, bo na każdym kroku obserwuje się remonty i modernizacje. Eh szkoda gadać o tym co dzieje się u nas w tym czasie. Kontrola  długo się nie pojawiała, więc i zaraz pojawiła się świetna myśl, zeby przejechać ten odcinek na gapę. Jednak   zaraz po tym, dosłownie w przeciągu 20 minut, zaczęli do nas wchodzić kolesie/ typki z różnych instytucji. Kontrolerzy, gliny, drogówka, policja graniczna, itp. Śmialiśmy się z Ruskich, którzy do tej pory w swoich sprawozdaniach straszą złodziejami w polskich wagonach i jeszcze teraz wiążą drzwi pasami. 
I znowu ciekawe widoki za oknem. Powiedziałbym że mijamy wsie, ale w naszym języku to określenie kojarzy się z biedą i nędzą. Niestety brak mi określenia żeby opisać  mijane wsie i wioski. Wszystko tam jest uporządkowane, schludne i nie biedne. Nie ma połamanych płotów, porzuconych stref przemysłowych, szklarni, ogrodów, wieśniaków w golfach (przypis od tłumacza - wyrażenia гопари на мопедах nie da się chyba lepiej zobrazować) , ani babć w waciakach (fufajkach). Często nawet płotów nie ma wokół domów…Po prostu inny świat. 
W Przemyślu poszliśmy do centrum, gdzie obeszliśmy cała centralną część (  mało brakowałoa wpadlibyśmy na miejscową ekipę ). Obejrzeliśmy sobie stadion odwiecznych rywali „Czuwaju” i „Polonii”. Stadionik „Czuwaj” okazał się być kompaktowym i wygodnym (choć z budynkiem klubu na wzór prawdziwej drewnianej chaty), natomiast stadion Polonii był staroświecki  i leżał na obrzeżach miasta w dzielnicy z ponurą infrastrukturą i takim też stadionem (chociaż z nowoczesnym budynkiem klubowym). Centrum miasta jest usytuowane na wzgórzach i przecina je szeroka i bystra rzeka San. 
W zasadzie w Przemyślu czuć bliskość Ukrainy, ale nadal widać, że jest to zadbane miasto. Jeszcze tylko przekąska i dochodzimy na busa do Medyki. W busie już pełno jakichś nieograniętych rodaków naszych, a w Medyce to już tak ogólnie dworzec-bazar, coś w rodzaju naszych żuli kręcących się dookoła i wszędzie błoto pod nogami. Ukraina jest blisko! Nie szybko przechodzimy pieszą kontrolę, dosłownie dochodzimy do końca domów. I tu nagle jakiś mrok i odludzie. Żadnego oświetlenia, żadnych znaków, ani ludzi. Tylko jakieś głodne psy biegają. Gdyby nie nasz doświadczony kolega to cholera wie, gdzie tu są autobusy i czy w ogóle są. Krótko mówiąc totalna dzicz. Jak tu się europejczycy na euro połapali- diabli wiedzą. Napchany wieśniakami bus ostatecznie daje do zrozumienia – koniec bajki. 
Chociaż od granicy do Lwowa jest 80 km jechaliśmy ponad 2 godziny, stale zahaczając o jakieś miasteczka i wsie i zabierając, albo wypuszczając jakiś rolników. I jeśli główna trasa kierowała się do wioski, oznaczało to jedno – zaczną się podskoki, wyboje i atrakcje „kolejka górka, rollercoaster”, w cenie biletu. W Lwowie nie oddalaliśmy się już od dworca utknęliśmy w kawiarni. Później wsiedliśmy do pociągu, krótka gadka i spać. 
I o to jesteśmy w domu!
Wrażeń z wyjazdu jest cała masa, w szczególności związanych z polską gościnnością. Polacy okazywali nam wszelaką pomoc w organizowaniu wyjazdu na podstawie naszego planu. Cała ekipa „Hutnika” to jak jedna wielka rodzina. Nie w tym sensie, że wszyscy są spokrewnieni, ale robią wiele rzeczy razem, na korzyść swojego klubu . Tak prościej rozwiązywać sprawy i zachować swoją tożsamość, choć nie należy zapominać o obecności dwóch wrogów w mieście i miec świadomośc, że czekają na każde potknięcie. Chłopaki z Huty mają wszędzie swoich znajomych. W klubach, barach, w piłkarskich kręgach, itp. Nie musieliśmy sobie zawracać głowy żadnymi rzeczami, ponieważ Polacy mieli wszystko zorganizowane. Ciekawe jest zestawienie różnic pomiędzy nimi a naszymi klimatami, dzięki temu możemy się od nich czegoś nauczyć. 
Sama dzielnica (miasto) Nowa Huta, także jest interesująca. NH to największa dzielnica Krakowa, miejsce życia 220 tys. ludzi. zaczęto ją budować w połowie ubiegłego wieku i pod względem architektury bardzo przypomina nasze miasta, tzn. większość budynków jest w socrealistycznym stylu. Polacy opowiadali nam ciekawe rzeczy na temat NH, kto ją zaprojektował, kto budował. Ciekawe są niektóre informacje o budowie miasta z myślą o przyszłej wojnie. W starej części osiedla miały po parę bram wbudowanych w bloki aby w razie wojny można było je zamykać lub zablokować i tam prowadzić działania defensywne. Z tegoż też powodu na dachach widoczne są ozdobne elementy za którymi idealnie kryć mogli się snajperzy. Bloki połączone też były ze sobą piwnicami i systemem bunkrów. Miasto gotowe na walkę, ale wojny u nich nie było. Za to w latach 80 wybuchly zamieszki przeciwko władzy, ponieważ ludzie nie chcieli dalej żyć pod dyktaturą i robili wszystko, żeby zniszczyć komunę. Tak więc nowe pokolenie „Hutnika” było wychowane przez ludzi, którzy stoczyli bój o wolność z reżimem. 
Jeśli chodzi o samą drogę powrotną to przytoczę jej kosztorys i powiem parę słów o budżecie na drogę, może się komuś przyda. Właściwie można dojechać do Kijowa za 300 hrywien. Tak więc poranny pociąg Kraków-Przemyśl (55 złotych kupując u konduktora, ewentualnie wcześniej w kasie 45 zł) około 160 hrywien. Podróż trwa 5 godzin. Później bus do Medyki, około 6 hrywien (20 minut). Z Medyki buskiem do Szegeni pod Lwowem. Stamtąd Pieszo do Lwowa. Do Lwowa bus jeździ za 23 hrywny, (tylko nie spóźnijcie się, ponieważ busy odjeżdżają tam na przykład tylko do 21.30). Dalej to już zarezerwowane wcześniej miejsca w pociągu 100 hrywien, co w sumie wychodzi niedrogo. Chociaż jedzie się dobę, to w towarzystwie zawsze szybko mija, a ważne że wychodzi to stosunkowo tanio jak na te odległość.
P.S W Przemyślu przestrzegają zasad ruchu drogowego, więc patrzcie na tabliczki!





GDF, 27 kwiecień 2014 11:32:22 0 Komentarzy ˇ 2320 Czytań


Komentarze


Brak komentarzy.
Dodaj komentarz


Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Designed by Szymon Dziukiewicz. Powered by PHP-Fusion Strona Glowna | Forum | Galeria | Hutnik TV | Klub | Stadion | Kibice